100% mnie

W tym momencie życia, w którym się dziś znajduję, czuję się jak znany z „Potopu” Jan „Sobiepan” Zamoyskim. Wydałem ponad trzydzieści książek, z których co najmniej dziesięć gościło na listach bestsellerów, w branży dziennikarskiej wyrobiłem sobie markę, sprawiającą, że moje pojawienie się na łamach czy ekranie przynosi ich właścicielom wymierny zysk w postaci wzrostu sprzedaży czy oglądalności, a statystyki google’a od lat wskazują na mnie jako na najbardziej „klikanego” z polskich dziennikarzy.

Z drugiej strony – naturalną koleją rzeczy moje materialne potrzeby maleją. Dom stoi, drzewo rośnie, dzieci prawie już odchowane, kredyty pospłacane.

Uważam to za szczególny dar i zarazem zobowiązanie. Dzięki temu błogosławieństwu, jakim jest materialna niezależność, nikt, od prawa do lewa, nie może mi niczego narzucić. Ja też wolny jestem od pokus, żeby brać udział w jakichkolwiek akcjach propagandowych, nagonkach czy stadnościach. Cokolwiek powiem czy napiszę, macie Państwo gwarancję, że wynika z moich własnych przemyśleń, przekonań, dociekań i poczucia misji.

Jeśli nie wierzycie w moją uczciwość – wierzcie w moje wyrachowanie. Doskonale wiem, że karierę zrobiłem nie dzięki jakiejś szczególnej mądrości czy biegłości w operowaniu słowem (nie żebym sobie krzywdował, ale sami to Państwo oceniajcie) tylko właśnie dzięki przekonaniu odbiorców, że może mam rację, może się mylę, ale mówię im szczerze to, co myślę, bez cienia intencji manipulowania nimi w czyjejkolwiek służbie. Jedna obsuwa, jeden przypadek, gdyby mnie przyłapano, że przyłączyłem się do jakiejś akcji propagandowej nie z własnego przekonania, tylko dla materialnych korzyści, oznaczałby katastrofą. Żeby nie wiem, jakie mi oferowano pieniądze – nie opłacałoby mi się ich wziąć.

Krótko mówiąc: gwarantuje się 100% Ziemkiewicza w Ziemkiewiczu. Zwłaszcza na tej stronie.

Misja

Gdy miałem 20 lat, wydawało się absolutnie niemożliwe, żeby jeszcze za naszych czasów diabli wzięli cały komunizm ze Związkiem Radzieckim na czele.

Gdy miałem 25 lat, wydawało się absolutnie niemożliwe, żeby za naszych czasów demokratycznej, wolnej Polsce, byli komuniści wygrali wybory i wrócili do władzy.

Gdy miałem 30 lat, wydawało się absolutnie niemożliwe, żeby za jeszcze naszych czasów Ojczyzna Jana Pawła II odwróciła się od Boga i od Kościoła.

Gdy miałem 40 lat wydawało się absolutnie niemożliwe, żeby kraje Zachodu, oaza wolności, demokracji i dobrobytu, stały się biedniejącymi w błyskawicznym tempie satrapiami, w których ludzie boją się mówić na głos co myślą, a opozycja polityczna jest cenzurowana, rugowana z życia publicznego i fizycznie atakowana przez bojówkarzy.

Jeszcze gdy miałem 50 lat wydawało się, że przy wszystkich aberracjach politycznej poprawności „pewne rzeczy” na Zachodzie jednak się zdarzyć nie mogą, a komunizm, pokonany w naszej części świata, może powracać w jakich małych, zapomnianych przez Boga państewkach Trzeciego Świata, ale nie w USA czy zachodniej Europie.

Dziś, mając lat 56, uważam, że przyszłość przynieść może wszystko. Także wielki, historyczny sukces Polski, i powrót do potęgi, jaką byliśmy przed wiekami. I że warto na taką przyszłość pracować.

Zasady

Piszę, występuję w mediach elektronicznych i nagrywam własne filmy aby was przekonać do tego, co słuszne – ale zawsze za pomocą jasno stawianych, uczciwie prezentowanych argumentami.

Jedną z zasad, których się twardo w życiu trzymam, jest „środki uświęcają cel”. Cokolwiek robisz środkami godziwymi, nie przysporzysz światu zła, nawet jeśli popełniłeś błąd służąc złej sprawie. I odwrotnie. Inną, organizującą moje pisanie, jest coś, co nazywam „domniemaniem uczciwości” – na wzór prawniczej zasady „domniemania winy”.

Warunkiem wymierzenia przez sąd sprawiedliwości jest przyjęcie założenia, że oskarżony jest niewinny, i udowodnienie mu tej winy na sądowej sali, w sporze Oskarżenia i Obrony, za pomocą dowodów i logicznych argumentów, pod rygorem prawniczej procedury. Nieważne, że złapaliśmy go z dymiącym pistoletem w ręku, nieważne, że znamy go jako łajdaka i niepoprawnego recydywistę. Od czasów Świętej Inkwizycji (bo to ona przywróciła tę procedurę nowożytnemu światu) udajemy, że tego wszystkiego nie ma i uzależniamy wyrok od chłodnego, obiektywnego zważenia racji.

I tak samo, uważam, jedyna dobra i pożyteczna publicystyka polegać musi na przyjęciu założenia, że nasz przeciwnik kieruje się dobrą wolą, i trzeba odeprzeć jego tezy w merytorycznej, rzeczowej dyskusji, za pomocą logicznej argumentacji. Nawet, jeśli skądinąd wiemy o nim rzeczy najgorsze – po to jest publicystyka, aby konkretnie udowodnić nieprawdzie nieprawdziwość a propagandzie nikczemność.

Medium

Takie dziennikarstwo, jakie marzyło nam się trzydzieści, dwadzieścia lat temu, już nie istnieje. Postawiono nas przed wyborem: albo damy z siebie zrobić korpoludków, szuflujących „kontent” jak karmę dla przeżuwaczy, i pilnujących, by ów kontent był zgodny z nakazanymi przez właściciela normami – albo nas nie będzie.

Wbrew stereotypowi, w Polsce mamy nieco więcej wolności, niż na Zachodzie. Tam od dawna już króluje narzucona odgórnie jednomyślność. Prosta sprawa – w kwestiach takich, jakich ochrona życia czy małżeństwa wyłącznie jako związku kobiety i mężczyzny, tamtejsze społeczeństwa nie są jednomyślne. Nawet jeśli przyjąć, że przyjmowane przez władze nowe ustawy mają poparcie większości, to przecież istnieje opozycyjna mniejszość. Powiedzmy, zależnie od kraju, 45 czy choć 30 proc.

Gdyby na Zachodzie panowała wolność słowa, te kilkadziesiąt procent miałoby swój głos. Swoje gazety, swoje stacje telewizyjne, gdzie przedstawiano by argumenty przeciwne stanowisku rządzących.

Każdy wie, że tak nie jest. W mediach krajów, które zwą się „liberalnymi demokracjami” nie można się spierać z polityczną poprawnością. Nie można nawet pokazać naukowych dowodów, że życie ludzkie zaczyna się od chwili poczęcia, a wychowanie dziecka przez „dwóch tatusiów” lub „dwie mamusie” jest jego psychicznym okaleczaniem. Za próbę obejścia mediów i przedstawienia ich w inny sposób można zaś zostać aresztowanym i skazanym.

W Polsce tego modelu nie udało się narzucić, ale próby trwają – na co jeszcze nakłada się postokolonialny, plemienny podział, w którym musisz być żołnierzem którejś ze stron, albo będą do ciebie strzelać jedni i drudzy.

Nie ma już miejsca na wolne media – ale jest go jeszcze trochę na wolnych strzelców. Ta strona internetowa i przedsięwzięcia z nią powiązane jest próbą przeciwstawienia się medialnemu przytłoczeniu.

Najnowszy film

zobacz więcej
#Akademia Zdrowego Rozsądku
zobacz więcej
#Z mojej półki
zobacz więcej