Przecież Pan w kółko pisze i mówi to samo.

Fakt. Co więcej, uważam, że to dobrze. Bo po prostu staram się mówić prawdę, a ona jest jedna, można nawet powiedzieć – nudna.

Jak pan rozumie dziennikarstwo?

W ogóle go nie rozumiem – i na szczęście nie muszę, bo wbrew potocznemu mniemani wcale nie jestem dziennikarzem. Jestem pisarzem. Można dodać jakiś przymiotnik: pisarzem politycznym, pisarzem prasowym („press writer” – nie „journalism”, tak nazywana jest moja robota w krajach anglosaskich). Raczej nie „pisarzem science fiction”, jak, jeżeli już, nazywają mnie media lewicowo-liberalne, bo ostatnią powieść SF wydałem w roku 1998, a potem były już tylko żartobliwe opowiadania z „Całej kupy wielkich braci” (2002), w których element fantastyczny służył jedynie satyrze. Jeśli mnie ktoś pyta – jestem po prostu pisarzem, bez przymiotników. Od pewnego czasu oddanym prozie dyskursywnej, a nie fabularnej, ale to rozróżnienie istotne tylko dla polonistów.

Najnowszy film

zobacz więcej
#Akademia Zdrowego Rozsądku
zobacz więcej
#Z mojej półki
zobacz więcej