Miniblog 22.03 18:57

Dowód popularności fantastyki, budzący  tzw. mieszane uczucia: na jutubie pojawiła się dziunia, niejaka Kasia Babis, która nabija sobie popularkę na „rołstowaniu” autorów, których ja jeszcze pamiętam jak nazywano „młodymi twórcami”, ale dla niej są już „dziadami”. Nabija ją (skutecznie zresztą, sądząc po licznikach) występując z pozycji głównie feministycznych, ale także, trzeba przyznać, zdroworozsądkowo-literackich, co sprawia, że jej filmiki nie są tak zupełnie do wyśmiania czy zignorowania.

Słyszę, jak w niebiosach zaśmiewa się nade mną Maciek Parowski, który nam to oczywiście prorokował, jako zapłatę losu za wszystkie przykrości, których doznawał od autorów TRUST-u i Klubu Tfurców. W sumie nie trzeba było być prorokiem. Jak się chce wejść na rynek, jedna ze standardowych metod to zaatakować kogoś, kto tam robi za wirachę; jest szansa, że się odwinie, i już wyrastasz do rangi protagonisty uznanej sławy. Rówieśnicy Parowskiego też zaczynali od jazdy na Lema – tylko najstarsi pamiętają jeszcze te polemiki „Czy Lem szkodzi polskiej fantastyce?” ze śp. Krzepkowskim i Oramusem w rolach głównych. Lem zresztą, co zabawne, śmiertelnie się za to i na długo obraził wcale nie na Krzepkowskiego, który twierdził, że szkodzi, tylko na Oramusa, który go bronił. „Lemozaur”, jak go w naszym gronie nazywano, w ogóle obrażał się łatwo – gdzieś tak 8 do 9 w 10-stopniowej skali Łysiaka.

Trzeba więc sobie powiedzieć „pani kierowniczko, to są odwieczne prawa natury”, i wrzucić na luz – czekając, kiedy ta nowa, feministyczna fantastyka zdoła urodzić coś poza zrzędzeniem, że „dziady” ciągle rządzą i sprzedają największe nakłady. Bo z tym chyba nie jest na razie dobrze: przecież nie powiecie, że za odnowicieli gatunku mają robić Białołęcka, Brzezińska czy Kossakowska, które debiutowały razem z dziadami i przeważnie przy ich gorącym wsparciu?

Mnie w każdym razie produkcje jutuberki przypomniały starą anegdotę o Słonimskim, którego zaatakowali jacyś młodzi poeci, i, by podkreślić, jak bardzo nie rozumie nowych czasów i nowej literatury, nazwali go „drugim Koźmianem”. „Ja mogę chętnie być drugim Koźmianem”, miał odpowiedzieć Słonimski, „jeżeli któryś z was naprawdę jest drugim Mickiewiczem”.

3
0

#VideoBlog

zobacz więcej
#AkademiaZdrowegoRozsądku
zobacz więcej

#ZMojejPółki

zobacz więcej